Rozwój zamiast obrony - wywiad z Pawłem Gambalem, prezesem Legnickich Wodociągów
Jaki jest przepis na sukces w zarządzaniu? Myślę, że w każdym przedsiębiorstwie taki sam: odpowiednia strategia, poprawa komunikacji, stawianie na ludzi i rozwój. Jestem zwolennikiem tego, żeby działać systemowo i innowacyjnie. To przynosi lepsze efekty niż „obrona przed rozwiązywaniem codziennych problemów" – mówi Paweł Gambal, prezes Legnickich Wodociągów.

Pana praca w Polkowickim Centrum Usług Zdrowotnych odbiła się w mediach szerokim echem. Pisano o postawieniu placówki na nogi, a pan zyskał reputację skutecznego menedżera. Jaka jest recepta na efektywne zarządzanie przedsiębiorstwem?
Objąłem stanowisko w środku pandemii COVID-19, gdy nikt nie wiedział, co przyniesie kolejny dzień. Trzeba było działać szybko, ale mądrze. Jaki jest przepis na sukces w zarządzaniu? Myślę, że w każdym przedsiębiorstwie taki sam: odpowiednia strategia, poprawa komunikacji, stawianie na ludzi i rozwój. Jestem zwolennikiem tego, żeby działać systemowo i innowacyjnie. To przynosi lepsze efekty niż „obrona przed rozwiązywaniem codziennych problemów”.
Rok temu przeszedł pan do zupełnie innej, nowej branży. Czy objęcie sterów w wodociągach postrzegał pan jako wyzwanie zawodowe?
Jestem z wykształcenia inżynierem środowiska i doktorem nauk technicznych. Kilkanaście lat pracowałem w KGHM, więc branża wodociągowa była mimo wszystko bliższa mojemu sercu niż ochrona zdrowia. Jednak myślę, że generalnie mechanizm zarządzania przedsiębiorstwem jest wszędzie podobny. Każda firma to pewien portfel projektów, które trzeba optymalizować – maksymalizować przychody i optymalizować zkoszty. Ważne, aby „samemu nie robić sobie problemów”. Jestem więc zwolennikiem niewywoływania „pożarów”, co pozwala na uniknięcie ich gaszenia. Na co dzień mierzymy się z wystraczającą liczbą wyzwań. Takie podejście sprawdza się bez względu na branżę.
Czy mimo wszystko coś pana zaskoczyło po objęciu stanowiska w Legnickich Wodociągach?
Wydaje mi się, że nie. Uważam, że wszystko zależy od ludzi, a tu na szczęście spotkałem wartościowe, kompetentne osoby. Moją rolą jest stworzenie im optymalnych warunków pracy, tak by mogli w pełni uwolnić swój potencjał. Najważniejsza jest więc poprawa komunikacji i inwestowanie w kadrę. Dzięki współpracy z ARLEG S.A. i pozyskaniu dofinansowania przeprowadziliśmy szkolenia dla pracowników. Nie chodziło o kompetencje „twarde” – gdyż takie szkolenia mamy zaplanowane od lat w corocznym budżecie, a o „miękkie techniki zarządzania”. Przeszkoliliśmy kadrę kierowniczą w obszarze poprawy komunikacji czy budowania zespołu. Dzięki dofinansowaniu zorganizowaliśmy też spotkania mistrzów z trenerami biznesu – komunikacja między mną, kierownikami, mistrzami i resztą załogi jest bowiem kluczowa do skutecznego wdrożenia zmian, które planujemy przeprowadzić.
Swoją pracę w Legnicy zaczął pan więc od poprawy komunikacji. Jakie były pierwsze decyzje w tym zakresie?
Przebudowaliśmy strukturę firmy tak, aby usprawnić przepływ informacji. Zakupy zostały scentralizowane, a dział rozwoju przekształciliśmy w jednostkę zajmującą się nie tylko nadzorem nad inwestycjami, ale też pozyskiwaniem środków zewnętrznych i nadzorem nad projektami (PMO). Wprowadzamy kulturę zarządzania projektowego – każdy projekt ma wskazany początek, koniec i wskaźniki sukcesu.
Jakie ma pan obserwacje po roku pracy? Czy zauważył pan np. ograniczenia, które w innych branżach nie występowały?
W przedsiębiorstwie wodociągowym trudno zmaksymalizować przychody, gdyż są one – wciąż – zależne od Wód Polskich, a jednocześnie jako firma odpowiedzialna społecznie staramy się, żeby cenę wody utrzymać jak najdłużej na stałym poziomie. Dlatego ciężko uzyskać środki na nowe pomysły. Możliwości zmaksymalizowania przychodów są bardzo ograniczone, ale opracowaliśmy już pewną strategię, jak to zrobić.
Jaką?
W Legnicy dysponujemy dużą powierzchnią, ok. 200 hektarów, co jest też pewnym problemem, gdyż musimy stale ją monitorować, zapewnić bezpieczeństwo, płacąc przy okazji sporo podatków. Część z tych terenów chcemy przeznaczyć na projekty związane z odnawialnymi źródłami energii, np. zakładając z miastem i spółkami miejskimi spółdzielnię energetyczną czy klaster energii. Takie rozwiązania pozwolą nam obniżyć koszty i wzmocnić niezależność energetyczną spółki, a możliwe jest to tylko dzięki bardzo dobrej współpracy z prezydentem Maciejem Kupajem.
Planujecie również pozyskanie nowych usług od miasta.
Tak, chcielibyśmy wejść w bliższą współpracę w obszarach, w których będzie to możliwe. Oprócz tego cały czas szukamy dodatkowych źródeł pozyskania pieniędzy z zewnątrz. Czekamy na rozstrzygnięcie programu FENiKS, „Cyberbezpiecznego wodociągu”, jak i analizujemy inne możliwości. Proces podejmowania decyzji o dofinansowaniu jest dość długotrwały, co utrudnia planowanie przyszłości.
Czeka was też duża inwestycja na oczyszczalni ścieków.
Tak, w ciągu kilku najbliższych lat będziemy musieli wydać kilkadziesiąt milionów złotych na modernizację „części biologicznej” – teraz jesteśmy na etapie projektu. Jeżeli nie znajdziemy dodatkowych środków, to inwestycja bardzo obciąży nasz budżet. Musimy więc liczyć na środki zewnętrzne – rządowe albo europejskie.
W Legnicy nie boicie się nowoczesnych technologii. Ostatnio testowaliście np. autonomiczne drony rozpoznawcze, które będą was wspierać w zabezpieczeniu infrastruktury krytycznej.
Podjąłem już decyzję, że te technologie, które będą nas wspierać w zabezpieczeniu naszej infrastruktury, wdrożymy do końca roku. Jak wspomniałem, wiele lat pracowałem w KGHM, gdzie zajmowałem się wdrażaniem innowacji i m.in. adaptacją technologii podwójnego zastosowania do przemysłu. A jeśli chodzi o wspominane autonomiczne drony z kamerami na podczerwień i AI – będą one pomocne z uwagi na dziesiątki hektarów do skontrolowania. Jako użytkownicy infrastruktury krytycznej mamy zresztą możliwość skorzystania z technologii wojskowej i zamierzamy z tego skorzystać. Mam więc doświadczenie na tym polu, nie boję się innowacji. Tylko ludzie muszą mi zaufać, że razem damy radę. Jeden człowiek niczego nie zmieni.
Spotyka pan opór w zespole?
Strach przed zmianą jest zawsze. We wszystkich branżach ludzie boją się nowego – właśnie dlatego komunikacja odgrywa tak istotną rolę. Największym czynnikiem ryzyka jest człowiek, stąd też często ludzie zastępowani są przez maszyny. Z drugiej strony to ludzie tworzą rzeczy wyjątkowe, zatem warto w pełni wykorzystać ich potencjał. Osobiście zawsze stawiam na załogę.
Jak z pana perspektywy wygląda kwestia zmiany pokoleniowej i starzejącej się kadry w przedsiębiorstwach wod-kan?
Nasza spółka sama jest w trakcie tej zmiany. W Legnickich Wodociągach pracuje około 250 osób, w ciągu roku zatrudniłem 50 nowych. Tyle osób odchodzących w jednym momencie to dużo, więc zapewnienie ciągłości pracy na odpowiednim poziomie jest faktycznie problemem. Naszym celem jest płynne przekazanie wiedzy, starsi pracownicy powinni być mentorami dla młodszych. Wspólnie ze związkami zawodowymi podejmujemy trudny temat zaktualizowania Układu Zbiorowego Pracy, który obowiązuje w firmie od 1992 r., by odpowiadał obecnym realiom i oczekiwaniom młodego pokolenia. Chcemy być pracodawcą, który daje stabilność, ale też przestrzeń do rozwoju.
Słyszymy wiele stereotypów na temat młodych osób. Czy zgodzi się pan np. z opinią, że są oni trudnymi pracownikami?
Młodzi mają inne podejście, ale często to ich siła – są odważni, „cyfrowi”, szukają sensu w pracy. Ważne jest to, żeby stworzyć dobre warunki, odpowiadające nowym pracownikom, dlatego rozmawiamy o priorytetach, staram się też być przy wszystkich rekrutacjach. Ludzie muszą mieć poczucie bezpieczeństwa i komfort pracy, muszą czuć się spełnieni. Finanse to podstawa, bo od tego się zaczyna, ale w dłuższej perspektywie wszyscy muszą mieć pracę, w której się spełniają, z której są dumni i którą mogą się pochwalić.
Spółki wod-kan działają w otoczeniu społecznym. Jak ważna jest dla pana relacja na linii: przedsiębiorstwo – mieszkańcy?
Istotna jest dla mnie komunikacja wewnętrzna, ale tak samo mocno stawiam na tę zewnętrzną. Mamy wydzielony dział marketingu, chcemy wzmacniać relacje z miastem i z mieszkańcami. Jedną z moich pierwszych decyzji była ta o całodobowym informowaniu o awariach, poprzez stronę internetową, na której mamy specjalną zakładkę. Dyspozytorzy otrzymują zgłoszenie i po 15 minutach od decyzji, że wystąpiła awaria, wiadomość pojawia się na stronie. Przesunęliśmy takie kompetencje w stronę dyspozytorów pogotowia, dzięki czemu aktualne informacje są publikowane nawet w nocy i święta, a jak wiemy – awarie właśnie wtedy wzbudzają najwięcej emocji. Mieszkańcy mogą dziś liczyć na pełną transparentność, widzą wszystkie etapy: przygotowanie do prac naprawczych, realizację, czas trwania i ich zakończenie.
Jeśli chodzi o jakość wody – nie macie się czego wstydzić…
Tak, w Legnicy mamy naprawdę dobrą wodę w kranach. Niedawno naukowcy z Politechniki Wrocławskiej przeanalizowali jej skład chemiczny – jest porównywalna do tej butelkowanej. Kiedy w czasie powodzi większość wysyłała alerty o tym, aby nie pić wody z kranu, ponieważ może być niezdatna do picia, my informowaliśmy mieszkańców, że woda w Legnicy jest bezpieczna. To efekt konsekwentnych inwestycji w jakość i kontrolę procesu.
Czy legniczanie chętnie piją kranówkę?
Myślę, że tak, ale czeka nas jeszcze dużo pracy w obszarze komunikacji z mieszkańcami. Nie odnotowałem, żeby po kilku miesiącach działań komunikacyjnych w tym obszarze, nagle wzrosła nam sprzedaż (śmiech). Chcemy, żeby mieszkańcy Legnicy i okolic, którym dostarczamy wodę, wiedzieli, że picie legnickiej kranówki jest zdrowe, bezpieczne, dużo tańsze niż picie wody butelkowej, ale też wygodne. Dzięki temu mają realny wkład w ochronę środowiska.
Czego można panu życzyć?
Chciałbym, żeby za rok, kiedy znowu się spotkamy, było widać, że zrobiliśmy kolejny krok naprzód.
Rozmowę przeprowadziła redaktorka Katarzyna Rybarz
Wywiad pierwotnie ukazał się w nr 4/25 Kierunku WOD-KAN






Komentarze